5 rapowych LP bez słabego kawałka vol. 1

Opublikowano: 22/03/2020
Autor: Redakcja
Zdjecie newsa

Zastanawialiście się kiedyś skąd wzięła się nazwa ‚płyta długogrająca’, zwana też longplay’em? Nazwa ta pochodzi od analogowej płyty gramofonowej, która gra od 25 do 30 minut po każdej stronie. Nazwa ta przyjęła się również jeśli chodzi o płyty kompaktowe, choć tu około godzinny materiał znajduje się na jednej stronie dysku.

Czy łatwo jest stworzyć długogrający album, który od początku do końca trzymać będzie równy, wysoki poziom? Specjalnie dla Was wybraliśmy 5 rapowych longplay’ów bez słabego kawałka.

Peja/Slums Attack – Na legalu? (15.12.2001, T1-Teraz)

Płyta, którą od deski do deski zna chyba każdy poznański słuchacz rapu będący już w pełni świadomą osobą na przełomie drugiego millenium. Peja wraz z DJ’em Decks’em w 2001 roku wypuścili jako Slums Attack album „Na legalu?”. Materiał zrobił absolutną furorę na scenie, a „Głuchą noc” nuciła cała Polska. Wywodzący się z biedy ‚underdog’, który dzięki talentowi i ciężkiej pracy nagle zaczyna wyrywać się z brudnych, patologicznych kamienic był prawdziwą inspiracją dla młodzieży i dorosłych słuchaczy w całej Polsce. Najbardziej jednak ujął swoich fanów tym, że pomimo sukcesu wciąż był między nimi utożsamiając się z lokalnym ‚penerstwem’. „Na legalu?” osiągnęło status platynowej płyty, a poza „Głuchą nocą” najpopularniejszymi trackami z niej są… wszystkie pozostałe! (Bartłomiej Kmieciak)

Małpa – Kilka numerów o czymś (27.11.2009, Asfalt Records)

Rok 2009 przyniósł nam toruński klasyk. „Kilka numerów o czymś” Małpy zostało okrzyknięte debiutem roku ponad dekadę temu. Materiał, na którym znalazło się 15 pozycji, najpierw rozszedł się w ilości tysiąca sztuk jako nielegal, po czym Małpę pod swoje skrzydła wziął Asfalt Records, dzięki czemu ostatecznie krążek osiągnął status złotej płyty. Bity, które znalazły się na albumie brzmią tak jakby każdy z producentów dał swoją najlepszą produkcję w życiu, a charakterystyczne krzyczane flow i szczere teksty rapera z Torunia podbiły serca słuchaczy. Kawałki takie jak „Pozwól mi nie mówić nic” czy „Nie byłem nigdy” stały się wręcz kultowe i do dziś wywołują ciarki na ciele słuchaczy. (Bartłomiej Kmieciak)

Eldo – Eternia (13.09.2003, Blend Records)

W momencie wydania „Eterni” Eldoka był ewenementem. 24-letni wtedy Warszawiak posiadał specyficzną barwę głosu, ale tym co odróżniało go od reszty sceny były jego teksty, które śmiało można nazwać współczesną poezją. „Eternia” przenosiła słuchacza w wyjątkowy świat uszyty po części z rapowego vibe’u, po części z wyszukanych metafor i po części z absolutnie unikalnych, filozoficznych przemyśleń rapera. Plejada znakomitych producentów, takich jak ś.p. Zjawin, Webber czy Ajron, sprawiła, że ten unikatowy materiał popłynął na doskonałych podkładach, burząc panujące w tamtych czasach stereotypy o hip-hopowcach. (Bartłomiej Kmieciak)

O.S.T.R. – Jazzurekcja (18.11.2004, Asfalt Records)

22 kawałki o niczym, jednak mające w sobie niewyobrażalny magnetyzm, przez który mamy ochotę wielokrotnie powracać do tego LP i katować je od deski do deski. Trudno powiedzieć co przyczyniło się do tego, że jest to pozycja która tak mocno uzależnia. Czy to mocno cięte, samplowane mellow bity od O.S.T.R.’a, czy jego przepełniona wielokrotnymi rymami, mocno chaotyczna nawijka, a może idealnie okraszające płytę skrecze od Haema? Wszystko to scala się w całość z niesamowitym klimatem, otwierającym nam portal do Nowego Jorku lat 90-tych. Album ten w 2004 roku słusznie znalazł się wśród nominowanych do Fryderyka. Ostatecznie, nie zdobył tej nagrody, ale zaskarbił sobie serca fanów hip-hopu i wieczne, honorowe miejsce na ich delikatnie zakurzonych półkach. (Igor Chlebda)

donGURALesko – Drewnianej Małpy Rock (14.02.2005, Wielkie Joł)

Rap w naszym kraju, mimo, że naturalnie wzorowany na Stanach, miał zawsze swój specyficzny, swojski vibe. Słuchając DGE odnosiło się jednak wrażenie, że czarny raper nauczył się języka polskiego i robi polski rap brzmiący jak najtłustsze amerykańskie bangery. „Drewnianej Małpy Rock” to definicja maksymalnie rozbujanej braggi. To również beaty od Larwy, Miksera, Haema i DJ’a 600V, na których donGURALesko stał się głosem betonowych blokowisk, pokazującym jak stylowo wozić się po ośce i klubach, dewastując przy tym słabych raperów, a i znajdując przy tym wszystkim chwilę na refleksję i wyciszenie w połowie albumu. Charakterystyczne, fenomenalne wręcz flow, zbitki miotanych jeden za drugim rymów i niezliczona ilość porównań na albumie, posadziły rapera z Poznania na królewskim tronie. I jeśli chodzi o technikę, luz i bezczelność punchline’ów w Polsce, miażdżyły ewentualnych pretendentów do przejęcia korony w przedbiegach. Zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że miażdżą do dziś. (Maciej Werner)

Powiązane:
Najnowsze newsy:
Komentarze: