„“Liryczny terrorysta” to mój hołd dla hip-hopu” – wywiad z Jakubem Sommerfeldem

Liryczny terrorysta to mój hołd dla hip-hopu - wywiad z Jakubem Sommerfeldem

Jakuba Sommerfelda możecie znać jako poznańskiego rapera, freestyle’owca, jednego z autorów na naszym portalu, a także pisarza. Jego najnowsze dzieło, zatytułowane „Liryczny terrorysta”, doczekało się dziś premiery. My jesteśmy już po lekturze i porozmawialiśmy z Kubą o jego powieści, w której nostalgia i niejednokrotnie absurdalny humor łączą się w świecie rapu.

Na początek chciałem zapytać czy czujesz się niespełnionym raperem i dlatego postanowiłeś napisać książkę? Jednak przez wiele lat stanowiłeś bardzo ciekawy element poznańskiego, rapowego podziemia, ale Twoja aktywność na tym polu ustała. 

Myślę, że jesteś jednym z pięciu fanów mojej twórczości rapowej, a “ciekawy element” to kozacki eufemizm na kompletny brak słuchu muzycznego. Nigdy nie miałem ambicji związanych z rapem, w związku z tym nie czuję się niespełniony. Prędzej mógłbym powiedzieć, że osiągnąłem znacznie więcej, niż się spodziewałem. Byłem w miejscach, które znałem z widokówek (Białystok, Lublin, Września), grałem przed tymi, których muzykę od zawsze lubię. Nie uważam też, że moja muzyka byłaby warta promocji – po prostu robiłem to dla własnej frajdy. 

Bardzo lubię pisać, więc książka była dla mnie czymś naturalnym. To jednak nie było na zasadzie: “nie udało mi się z rapem, no to teraz coś napiszę” lub “już nigdy niczego nie zarapuję, skupiam się na literaturze”. Pisałem też już rzeczy, które w ogóle nie łączą się z hip-hopem, na przykład opowiadanie dla dzieci.  

Powiedz w jednym zdaniu, o czym jest „Liryczny terrorysta”? 

To powieść satyryczna o potrzebie tworzenia, o pasji, dorastaniu i o polskim rapie na przestrzeni dwudziestu pięciu lat. 

Głównym bohaterem jest Bapsel, ale jego historia została już raz przedstawiona w filmie „Freestyle: Masters of improwizacja”. Jak się ma film do książki? 

To różne opowieści. Film powstał w czasach, w którym wspólnie z kolegą, który nigdy nie ujawnił swojej tożsamości, szkalowaliśmy raperów na profilu Głupio mi, kiedy moi znajomi fristajlują (Facebook, przyp.red.). Jeśli dobrze to pamiętam, napisanie scenariusza zajęło mi nie więcej niż godzinę. Kręcenie filmu odbywało się w taki sposób, że cieszyliśmy się, jeśli ktoś przyszedł na plan zdjęciowy i był trzeźwy. Nikt nie uczył się tekstów na pamięć, więc finalnie wiele kwestii było improwizowanych i wymyślonych przez “aktorów”. To, że udało nam się cokolwiek złożyć, to cud oraz Zibi z dotSITE

Nad “Lirycznym terrorystą” pracowałem kilka lat. Chciałem tu przekazać więcej niż tylko proste wyszydzanie wolnego stylu. Książka wygląda profesjonalnie. Chyba wykorzystałem jakiś tekst, który pojawia się w filmie, ale tak naprawdę te dwa dzieła łączy jedynie ksywka głównego bohatera – Bapsel. To fantastyczny pseudonim, nic dziwnego, że nie umiem wymyślić nic lepszego. 

Jeśli się Ciebie zna, to nie sposób wychwycić podobieństw między głównym bohaterem, a Tobą. Na ile „Liryczny terrorysta” to powieść autobiograficzna? 

Oczywiście inspirowałem się wieloma swoimi przeżyciami, ale to nie do końca jest moja historia – nigdy nie miałem żadnych problemów przez kogoś w stylu Aligatora, nie prowadziłem śledztwa i nie oglądałem w rapowym talent show swojego starego znajomego. Przez to, że hip-hop jest od ponad dwudziestu pięciu lat sporą częścią mojego życia, książka mogła wyjść wiarygodnie. Postawiłem też bez żadnych wątpliwości na pierwszoosobową narrację. 

A co z resztą postaci? Tu też czasem miałem wrażenie, jakby były to osoby z naszego poznańskiego, rapowego światka. 

Nie przeniosłem nikogo na kartki na zasadzie jeden do jeden, ale faktycznie znałem człowieka, który był przekonany, że jest najlepszym MC na wschód od Missisipi, mimo że kompletnie nie umiał rapować. Chyba większość ludzi z większych miast zna też jakiegoś ulicznego rapera w stylu książkowego Miłosza lub bananowca, który ma studio w domu. Tworząc świat w książce mieszałem różne wątki, posługiwałem się hiperbolą itd. 

Wracając jeszcze do wątków autobiograficznych w „Lirycznym terroryście”, Bapsel ma sytuację, w której na zlecenie szefa pisze kawałek o tabliczce mnożenia. Później jego szef wybiega dalej i proponuje mu koncept album o bitwie pod Grunwaldem. Chyba miałeś podobną sytuację kiedyś, prawda? 

Faktycznie jakieś piętnaście lat temu miałem szefa, który opowiadał mi, że może zrobić ze mnie rapera historycznego – miał mi zrobić trasę po Wielkopolsce. Według niego, fakt że miałbym nawijać o czymś, co działo się w Kościanie, miał sprawić, że wszyscy z Kościana mieliby chcieć tego słuchać. Ja średnio wierzyłem w ten patent, tym bardziej, że płacił mi tysiąc złotych na miesiąc w ratach. Dlatego zdecydowałem się wyjechać do Anglii roznosić ulotki. Kto wie, może gdybym nawinął wtedy coś o Lesznie, dzisiaj mógłbyś kupić mój zestaw w McDonaldzie. 

Tym pytaniem przypomniałeś mi też, że w podobnym czasie nagrałem rapowaną reklamę gumy do żucia do radia. Brał w tym udział również Eminem MC Silk. Szkoda, że ktoś już zajął tytuł płyty “Muzyka komercyjna”, bo kusiłoby wrócić do rapu z takim albumem. 

A Ty w końcu lubisz ten freestyle i rap w ogóle czy nie? Koniec końców czuję, że tak, jednak często wbijasz mu szpileczki i przedstawiasz go w dość prześmiewczy sposób. 

Rap jest w czołówce rzeczy, które najbardziej lubię w życiu – przed nim są chyba tylko moja rodzina i paluszki z sezamem. Zauważ, że głównym bohaterem w “Lirycznym terroryście” jest gość, który ma czterdzieści lat i z różnych powodów nie umie przestać rapować. Do każdej z postaci w mojej książce podchodzę z sympatią. Niektórym z bohaterów muzyka przyniosła różnego rodzaju korzyści. “Liryczny terrorysta” to również mój hołd dla hip-hopu – chociażby przez liczne follow-upy. 

W „Lirycznym terroryście” jest też trochę o tym, jak zmieniło się podejście młodego pokolenia do rapu. Brakuje Ci u obecnych, młodych twórców bardziej romantycznego podejścia do tworzenia? 

Podejście młodego pokolenia do rapu musi być różne – oczywiście człowiek nie jest równy człowiekowi. Nawet będąc jebanym ignorantem wiem, że nadal są młodzi raperzy, którzy wybierają jego dość tradycyjną formę. Jednak uogólniając – to, że świat wygląda inaczej niż dwadzieścia pięć lat temu, musi się przekładać na inspiracje, świadomość, muzykę i cele, jakie chce się osiągać z tą muzyką. 

Łatwiej mi mówić o fristajlu, bo częściej zdarza mi się obserwować młodych zawodników. Dziś freestyle to bardziej sport niż improwizowane pieprzenie głupot. Bywa, że ci młodzi zawodnicy nie chcą być raperami, chcą skupiać się na swojej dziedzinie i myślę, że niektórzy z nich nie ogarniają kim jest DJ Premier, ale pamiętają, co ktoś nawinął cztery lata temu na Bitwie o Południe

Wynik poszczególnych zawodów jest dla nich zdecydowanie ważniejszy niż był dla ludzi z mojego pokolenia, tak jak i chyba dla dzisiejszej publiczności. Patrząc z boku wygląda to tak, że żeby dziś osiągnąć sukces, trzeba być przygotowanym, wytrenowanym. Umiejętność zarapowania przygotowanych wcześniej tekstów w odpowiednich momentach jest niezwykle ważna. Mnie trochę bardziej imponuje czysty talent i rzeczy, których nigdy nie umiałbym opanować. Dlatego ciekawszymi zawodnikami są dla mnie Te-tris, Muflon lub Ronaldinho niż Filipek bądź Cristiano Ronaldo, ale równocześnie nadal mogę podziwiać i szanować tych drugich. Gdybym miał czas i miał walczyć o 10 tysięcy złotych, a nie o flaszkę wódki, to też bym się spinał i nie zastanawiał się nad tym, że nie wolno mi rapować tego, co wymyśliłem wcześniej. 

Ostatecznie, pomimo początkowego dystansu, Bapsel jednak docenia Just-ę, zauważając jej pasję i kreatywność. Miałeś też taki moment, w którym coś przeskoczyło w Twoim postrzeganiu małolatów w rapie? 

Mając czterdzieści lat i internet, nie można nie dostrzec, jak nostalgia oszukuje ludzi i jak prosto jest oceniać rzeczy, o których nie ma się pojęcia. Strasznie kusi, żeby pisać w internecie o tym, jak to dzieciaki siedzą w internecie, zamiast bawić się na placach zabaw, jak to my robiliśmy. Dopiero od kiedy mam małego syna i śmigam z nim po takich miejscach, widzę, jakie to jest pieprzenie – dzieci nadal siedzą w piaskownicach, bawią się w berka, zjeżdżają na sankach i kopią piłkę. Bardzo możliwe, że tak samo jest z małolatami w rapie – pewnie słuchają RUN-D.M.C. z boomboxa i uważają, że wstyd nie rymować podwójnych, tylko że o tym nie wiemy. 

Akcja „Lirycznego terrorysty” zahacza też o zrobione z rozmachem, choć chyba nie do końca udane, rapowe talent show. I chyba nie jesteś ich fanem? 

Podobały mi się Rythm&Flow z Włoch i pierwsza edycja ze Stanów, gdzie startowali m.in. Old Man Saxon i D Smoke. Polska wersja też była spoko, chociaż ciekawe, że Polacy mają takie problemy z zapamiętaniem tekstu. Traktuję to jako prostą rozrywkę do chipsów. To nie jest tak, że oglądam to i gadam sobie pod nosem: “Prawdziwy MC nie może zostać wybrany w castingu – musicie najpierw być kilkanaście lat w podziemiu i budować swoją pozycję na bitwach”. Tym bardziej, że ci najlepsi raperzy tam (Po prostu Kajtek i Zippy Ogar) to nie byli ludzie z czapy. 

Show Amazona to było niesamowite gówno – oglądanie go było męką i nawet chipsy nie smakowały, kiedy się na to patrzyło, ale jakoś dałem radę. Dla hip-hopu wszystko. 

Kiedy ukaże się „Liryczny terrorysta” i gdzie będzie można go kupić? 

Możecie już go kupić online przez stronę Empiku – zarówno w formie ebooka, jak i papierowej.

Obiło mi się o uszy, że będzie też kawałek, promujący książkę. Zdradzisz coś więcej?

Zależało mi na możliwie hip-hopowej promocji “Lirycznego terrorysty”. Chyba od początku chciałem zaprosić do tego numeru sześciu raperów i DJ’a. Myślałem o dalszych lub bliższych znajomych, którzy naprawdę dobrze rapują i którzy w moim odczuciu mogliby zasługiwać na większy rozgłos. 

Najlepsze co może dać rap, to fajne znajomości. Niesamowite, że wszyscy zgodzili się zrobić to za friko, a finalnie w numerze znalazły się też osoby, które ledwo poznałem. Nigdy wcześniej nie gadałem z Madą z WCK, ale za namową Grubego Józka przeczytał książkę, zrecenzował mi ją i dograł ósemkę. Jestem wdzięczny.

Myślę, że fajną i nieoczywistą ekipę żeśmy zmontowali. W ogóle ta książka nie wyszłaby tak profesjonalnie, gdyby nie Przemek Bros, który bardzo mi pomógł w wielu sprawach, Mateusz, który zrobił okładkę za darmo, a także Ty, który znalazłeś w tekście literówki już po korekcie i redakcji. A te wszystkie znajomości dał mi hip-hop.

Wracając do kawałka – jako ciekawostkę mogę jeszcze dodać, że odmówił mi tylko Bober, ale w miły sposób. Gdybym postawił na dwie zwrotki więcej, spróbowałbym jeszcze zaprosić Pawła Bokuna i Profesora Smoka

Dzięki za rozmowę. Zachęcisz na koniec naszych czytelników do sięgnięcia po „Lirycznego terrorystę”?

Moim zdaniem to najlepsza rzecz, jaką kiedykolwiek napisałem. Może ci się spodobać, jeśli masz 30-45 lat, słuchałeś muzyki z kaset i będziesz wyłapywał różnego rodzaju odniesienia. Myślę, że zainteresuje cię, jeśli byłeś raperem i nikt ciebie nigdy nie poważał. Mimo, że to dość hermetyczna rzecz, próbuje też odpowiedzieć uniwersalne pytania – na przykład: czym jest sztuka bez odbiorców i jak pogodzić pasję z dorosłością. Książkę czyta się bardzo łatwo, jest napisana w taki “pastowy” sposób. Dlatego jeśli nie czytasz nic mądrego, z tym powinieneś dać radę. W ogóle warto jest mieć książki w domu, a ta nie jest zbyt droga. Jeśli pracujesz w korporacji to możesz sobie ustawić ją za głową podczas calla i wtedy będziesz wyglądać mądrze. Kupujcie polskie rap książki, elo.

„Lirycznego terrorystę” Jakuba Sommerfelda nabyć można w formie fizycznej oraz w formie e-booka.

Postaw mi kawę na buycoffee.to

PODOBNE ARTYKUŁY

NAJNOWSZE