Wu-Tang Clan już wkrótce pojawi się w Polsce w ramach światowej trasy koncertowej „The Final Chamber”, będącej celebracją ogromnej spuścizny i różnorodnej twórczości legendarnego zespołu. Idealny to zatem moment, by na muzyczne dziedzictwo mikrofonów wojowników Shaolin spojrzeć raz jeszcze. A czy w ogóle możliwe jest ułożenie albumów Wu-Tang od najlepszego do najmniej udanego? Spróbujmy.
Uniwersum Wu-Tang jest przepotężne. Podobnie jak pszczoły, Wu-Tang Killa Beez, dokonują ekspansji, tak każdy z raperów z powołanego na Staten Island zespołu, oprócz solowej kariery, miał własny „rój”, który także rozrastał się, tworząc kolejne. W rezultacie, charakterystyczne logo Wu-Tang dostrzec można daleko poza Nowym Jorkiem. Sam Clan natomiast, za sprawą swoich płyt, zyskał wyznawców na całym świecie. Wspomnieć wystarczy, że płyty nagrane jedynie jako Wu-Tang Clan sprzedano łącznie w liczbie ponad 40 milionów egzemplarzy. A przecież równie ogromną popularnością cieszyły się solówki, które nagrywali Method Man, Ghostface Killah, Raekwon, Ol’Dirty Bastard, GZA, RZA, a mniejszym stopniu, Inspektah Deck, U-God i Masta Killah.
Skupimy się zatem na siedmiu albumach, które Clan nagrał w komplecie, czy też, po 2004 roku, już bez udziału nieodżałowanego ODB. Czy jednak płyty w dyskografii Wu-Tang można ustawić w kolejności od najlepszej, do tej najmniej udanej? Próbowali zagraniczni dziennikarze, próbowali fani poprzez serwis Ranker, również zatem spróbujemy.
1. Enter the Wu-Tang (36 Chambers)

„Enter the Wu-Tang (36 Chambers)” na miejscu pierwszym w rankingu najlepszym albumów Wu-Tang to wybór nazbyt oczywisty. Ale nie może wyjść inaczej, skoro debiut Clanu ze Staten Island to przy okazji jeden z najważniejszych albumów w historii całego gatunku. Płyta ukazująca brzmienie dotąd w hiphopie nie znane. Klimat, minimalizm, szorstkość, unikalny styl każdego z dziewięciu raperów, sampe i jeszcze bardziej unikalne produkcje. Najwyższe noty w Pitchorku czy Rolling Stone, miejsce w pierwszej 30. albumów wszechczasów, i płyta uznana za dziedzictwo kulturowe Stanów Zjednoczonych. Tak prezentuje się wejście w 1993 roku Wu-Tang Clanu na scenę. „Enter the Wu-Tang (36 Chambers)”, jeden z najlepszych rapowych albumów.
2. Wu-Tang Forever

Drugi album Wu-Tang Clanu, dwupłytowy zarazem, kamieniem milowym na miarę poprzednika, nie jest. „Wu-Tang Forever” ukazuje jednak wielkość zespołu, który za sprawą swojego debiutu, stał się jedną z najsławniejszych i najważniejszych rapowych grup na świecie. Po bardziej, lub mniej, udanych rozpoczęciach solowych karier, Clan ponownie zjednoczył się, by nagrać ponad dwugodzinny materiał. „Wu-Tang Forever” zadebiutował na 1. miejscu list w Wielkiej Brytanii i na Billboard 200, album nominowano do Grammy, a w rezultacie stał się najlepiej sprzedającym się wydawnictwem Wu-Tang Clanu, pokrywając się czterokrotną platyną. Chociaż już nie tak klimatyczny, szorstki i unikatowy w swoim brzmieniu, jak „Enter the Wu-Tang”, jednak nadal rewelacyjny.
3. Iron Flag

Wielu słuchaczy z pewnością na 3. miejscu widziałoby „The W” z 2000, my jednak stawiamy na wydany rok później album „Iron Flag”. Warto w tym miejscu zauważyć, że Wu-Tang Clan już nigdy nie wypuścił kolejnej płyty tak szybko. Jest to zarazem najkrótszy materiał, jaki wspólnie stworzyli The Abbott, The Genius, Toney Starks, The Chef, Shotgun, Rebel INS, Noodles i Golden Arms, i jednocześnie pierwszy, w którego nagraniu nie brał już udziału ODB. Chociaż, akurat obecność mającego wówczas coraz większe problemy Russela Jonesa systematycznie malała na płytach Wu-Tang już od samego, kultowego debiutu. Całkowity zatem brak charyzmatycznego wokalu tego rapera nie był, aż tak, dotkliwy. „Iron Flag” zapewnia zatem mocne wejście, dobrze znaną szorstkość, której zabrakło nieco na „The W”, a także dużo soulowych sampli. Płyta, w moim odczuciu, bardziej spójna i klimatyczna od trzeciego, zespołowego dokonania Wu-Tang Clanu.
4. 8 Diagrams
Kolejne zaskoczenie. Jeśli „The W” nie znalazło się na miejscu trzecim, to dlaczego nie ląduje na czwartym? Album „8 Diagrams” to wielki powrót Wu-Tang Clanu po najdłuższej, jak dotąd, wydawniczej przerwie. Jednocześnie pierwsza płyta, którą Clan nagrał po tragicznej śmierci Ol’ Dirty Bastarda, a która pierwotnie ukazać miała się w jej trzecią rocznicę. W pierwotnym zamyśle RZA, album „8 Diagrams” miał być także ostatnim, jaki nagra Wu-Tang Clan. Brzmienie samej płyty mocno natomiast spolaryzowało słuchaczy. W naszej ocenie, odejście nieco przez RZArectora od tego standardowego brzmienia Wu, na rzecz bardziej niekonwencjonalnych rozwiązań, zaangażowanie muzyków jak John Frusciante z Red Hot Chili Pepers, Dhani Harrison czy Shavo Odadjian z System of a Down czy zaproszenie gości w osobach Eryki Badu i George’a Clintona wyszło, zdecydowanie, na korzyść. Przede wszystkim jednak, to Wu-Tang Clan znowu razem, i duch ODB unoszący się nad prawie każdym kawałkiem „8 Diagrams”. Pełne ognia i mocy rozpoczęcie w postaci „Campfire” i „Take It Back”, podniosłe „Unpredictable”, „Wolves” czy magiczne wręcz „The Heart Gently Weeps”. W 2007 roku Wu-Tang Clan wrócił z bardzo dobrym albumem, który jednak spotkał się z różnym przyjęciem. Co ciekawe, „8 Diagrams” to jedyny album Wu-Tang Clanu nie znajdujący się w serwisach streamingowych.
5. The W
Kilkukrotnie w ostatnich dniach przypominałem sobie „The W”, aby umocnić się w przekonaniu o wyższym poziomie „Iron Flag” i „8 Diagrams” od płyty Wu-Tang Clanu z 2000 roku. Czego zatem brakuje trzeciemu albumowi załogi ze Staten Island? Na album dograli się przecież i Nas, i Redman, i Snoop Dogg, i Busta Rhymes. Album promowały hitowe single jak „Careful (Click, Click)”, „Protect Ya Neck (The Jump Off)”, a przede wszystkim,„Gravel Pit” – jeden z większych hitów Wu, doskonale radzący sobie, zwłaszcza na europejskich, listach przebojów, na co wpływ miał słynny, „prehistoryczny” teledysk. Za mało jednak w tym wszystkim klimatu samego Wu-Tang. Powracający z solowych ścieżek wojownicy Clanu nie byli jeszcze tak mocno zwarci, by nagrać, przynajmniej w naszej ocenie, tak spójny materiał, jak pozostałe. Chociaż, nadal rewelacyjny.
6. A Better Tomorrow

Przy tej pozycji raczej nie spotkamy się zastrzeżeniami. Szósty album Wu-Tang Clanu ukazał się w 2014 roku, pierwsze zapowiedzi otrzymaliśmy w 2011, a przez ten czas, poszczególni członkowie zespołu przerzucali się zgoła odmiennymi wypowiedziami w kwestii ukończenia prac nad albumem. Wskazywało to na brak zgodności w Clanie, co naturalnie przerzuciło się na jakość „A Better Tomorrow”. Materiałowi brak spójności, słychać rozwleczenie się procesu twórczego czy to, że raperzy nagrywali oddzielnie. Warto zauważyć jednak, że „A Better Tomorrow” to album prawie całkowicie „rodzinny”. W stworzeniu nie zabrał udziału nikt spoza szeregów Wu-Tang, a zespół udowodnij, że pomimo chwilowych konfliktów czy różnicy zdań, nadal potrafi ukończyć kolejne, wspólne dzieło. Przy ocenie płyt Wu-Tang Clanu należy pamiętać, że to jedyny zespół tworzony przez niesamowicie charakterne indywidua, a nadal potrafiący trzymać się razem. „A Better Tomorrow” jest tego, jakby nie patrzeć, dobrym przykładem.
7. Once Upon a Time in Shaolin

Przechodzimy do największej niewiadomej, naszego jak i temu podobnych, rankingów płyt Wu-Tang Clanu. Być może nagrywany potajemnie w latach 2007-2013, ponownie dwupłytowy, „Once Upon a Time in Shaolin”, to najlepszy album Clanu, jak zarzekają się sami twórcy, a być może do „Enter the Wu-Tang (36 Chambers)” nie ma najmniejszego podjazdu? Wie to najbardziej znienawidzony człowiek w Ameryce, a przynajmniej kiedyś, czyli Martin Shkreli. Być może wiedzą to pracownicy amerykańskiego departamentu sprawiedliwości, gdzie najdrożej sprzedany muzyczny album świata był jakiś czas przechowywany. „Once Upon a Time in Shaolin” słyszeli natomiast, z pewnością, ludzie w organizacji PleasrDAO, która jedyną kopię siódmego albumu Wu-Tang Clanu wykupiła, z zamiarem „wystawienia” na kilka dni w australijskim muzeum MONA. Nie słyszeliśmy natomiast my, jak i setki tysięcy fanów Wu-Tang na całym świecie. Czy kiedyś się to zmieni, nie wiemy. Być może dane będzie usłyszeć nam któryś z utworów na zbliżającym się koncercie Wu-Tang Clan w Polsce w ramach trasy „The Final Chamber”, w trakcie której zespół występuje z unikatowym show? Zamiast odsłuchu „Once Upon a Time in Shaolin” wrzucamy więc tracklisty obu unikatowych płyt, różniące się od tych ujawnionych przez magazyn Complex, a zaprezentowane przez aktualnego nabywcę ostatniego albumu Wu-Tang Clanu.
Shaolin School
- „Enter” (Raekwon)
- „The Magnificent Butchers” (Inspectah Deck, Method Man) ft. Killah Priest, Killa Sin, Street Life
- „Staple Town – Part I (Interlude)” (RZA, Ghostface Killah, Raekwon, U-God) ft. Killa Sin
- „Stone Him!” (Ghostface Killah, Raekwon, U-God) ft. Shabazz The Disciple, Killa Sin, Killah Priest
- „Kareem” (U-God)
- „Staple Town – Part II (Interlude)” (Raekwon)
- „99 Cycling Swords (99 Supreme)” (Ghostface Killah, Raekwon, Inspectah Deck, U-God)
- „Stone Finger” (Inspectah Deck, Method Man, Masta Killa, Raekwon, U-God) ft. Redman, Cher
- „The Weeping Tiger” (Inspectah Deck, Raekwon) ft. Senna
- „Brother Jozef” (Masta Killa) ft. Killah Priest, Shyheim
- „The Ninja” (Inspectah Deck, GZA)
- „Swine (Interlude)”
- „Dirt Bomb Niggaz Know My Uzi Weigh a Ton” (RZA, U-God)
- „Staple Town – Part III (Interlude)”
- „Hail, Snow & Earthquakes (Rainy Dayz II)” (Ghostface Killah, Raekwon) ft. Blue Raspberry
Allah School
- „Nourishment (Intro)”
- „Winter Windz (Lions)”
„The Manual (Interlude)” - „The Eighty Eight Soul Babies”
- „March of the Wooden Soldiers (Guards) – The 19th Chamber”
- „Park Hillians”
- „Bamboo”
- „Flowers Blossoming”
- „The Iron Butterfly (Revenge of the Ferocious Camay)”
- „Once Upon a Time in Shaolin…”
- „God Degree (Interlude)”
- „Swords Stained With Royal Blood (The Fatal Flying Guillotines)”
- „Piranha”
- „Diary of a Mad Woman”
- „Slain by Swords…”
- „Godspeed (Exit)”
- „Shaolin Soul…”

Wu-Tang Clan – Wu-Tang Forever: The Final Chamber – Atlas Arena, Łódź
Kiedy? 05.03.2026
Gdzie? Atlas Arena, Łódź
Bilety: dostępne na: livenation.pl/event/wu-tang-forever-the-final-chamber
(Artykuł powstał przy współpracy z LiveNation Polska / Fot. główna – źródło: mat. prasowe)
















1 komentarz
Bangla
Jeszcze dodałbym „The Saga Continues” – swoją drogą jestem ciekaw, w którym miejscu w rankingu znalazłoby się to wydanie.