Ściśle limitowana edycja albumu Weny „Wyższe dobro”, na kasecie magnetofonowej, rozeszła się na pniu. Po sieci rozlała się fala niezadowolenia fanów, którzy nie załapali się na swój egzemplarz. Dostaje się samemu Wudoe, ale również wytwórni Aloha Entertainment, która odpowiedzialna była za sprzedaż kasety. Czy słuchacze rzeczywiście mają prawo być źli na artystę? Czy stworzona przez niego własność intelektualna, z racji znaczenia dla kultury, stała się dobrem wspólnym, do którego fani mają prawo rościć sobie większy dostęp?
Niemałe poruszenie wywołał w ostatnich dniach W.E.N.A.. Wszystko za sprawą solowego debiutu warszawskiego rapera z 2007 roku, czyli albumu „Wyższe dobro”. Kultowy materiał doczekał się bowiem fizycznej reedycji, w postaci kasety mangnetofonowej. Sprzedażą i dystrybucją zajęła się wytwórnia Aloha Entertainment. Wudoe i label dogadali szczegóły, ogłosili preorder, odpalili go i… zawrzało.
Zarzuty są 2: zbyt niski nakład oraz odpalenie preorderu przed zapowiedzianą godziną. Jeśli chodzi o pierwszą kwestię, nakład rzeczywiście był niski, zwłaszcza, że mówimy o naprawdę kultowym dla wielu słuchaczy albumie. W.E.N.A. zdecydował się wyprodukować jedynie 100 sztuk. Spotkało się to z niezadowoleniem fanów, których szanse na pozyskanie swojej kopii zdawały się niewielkie. Ręce zaczęli zacierać za to resellerzy, którzy przy odrobinie szczęścia i załapaniu się na sztukę lub kilka, mogli zażądać w drugim obiegu wyższej kwoty za kasetę.
Co do preorderu, z relacji ludzi, którym udało się nabyć „Wyższe dobro” na kasecie, wynika, że wystartował on około 10-15 minut przed zapowiedzianą godziną. Spora część chętnych jest tym faktem oburzona. Inni, bardziej zaprawieni w bojach o niskonakładowe rarytasy, twierdzą, że to standard i trzeba było czatować na farta z zapasem czasu.
Czy krytyka, która spadła na Wenę i Alohę jest słuszna? Czy fani mają prawo mieć do nich pretensje? Naszym zdaniem nie. Albo nie do końca. Jesteśmy skłonni zgodzić się, że preorder powinien wystartować, zgodnie z zapowiedzią, punkt 21:00. Niezależnie od tego czy było to działanie zamierzone, czy nie, wprowadziło część chętnych w błąd i odebrało im szansę zakupu kasety.
Jeśli jednak chodzi o pretensje co do niskiego nakładu, stajemy po stronie Wudoe. Wydaje nam się totalnie niewłaściwe, by mieć pretensje do artysty o to, jak zarządza swoim materiałem. Jak by nie patrzeć, muzyka jest własnością intelektualną twórcy i to on ma wyłączne prawo decydować o tym, co z nią zrobi. Z resztą, może W.E.N.A. chciał, żeby „Wyższe dobro” na kasecie było absolutnym białym krukiem? Może w ten sposób chciał podbić otoczkę kultu, która od lat tworzy się wokół albumu i dalej budować jego legendę? Opowiadając o polskim rapie, za kilkanaście czy kilkadziesiąt lat, kasetę z pierwszym solo Weny przedstawić będzie można jako Święty Graal, który posiadają nieliczni.
Na jednej ze stron o rapie, w sekcji komentarzy, pojawiła się argumentacja, że sporo słuchaczy jest z „Wyższym dobrem” związana emocjonalnie, dlatego raper powinien zrobić większy nakład. Autorowi tego komentarza życzymy, żeby nikt się nigdy nie przywiązał emocjonalnie do jego własności i nie uroił sobie praw do niej. Niech to wybrzmi – wyłączne prawo do stworzonego przez siebie albumu ma jego autor i roszczenie sobie do jego dzieła jakichkolwiek praw, brzmi bardzo źle. Zwłaszcza w kraju, w którym już kiedyś wszystko było wspólne i raczej nikt normalnymi tamtych czasów nie nazwie.














