TEDE w kwietniu tego roku wypuścił kolejny solowy album. Premiera podwójnego „VOX VERITATIS” nastąpiła dokładnie 777 dni po ukazaniu się poprzedniej płyty TDF’a, ale to właśnie tegoroczne wydawnictwo w naszych głośnikach zagościło na znacznie dłużej. Czy zatem jest to dobry materiał?
Album „VOX VERITATIS” interesujący jest z kilku powodów. Składa się z dwóch płyt: „Vox Populi” oraz „Vox Dei”, ale do podwójnych wydawnictw TEDE zdążył nas już przyzwyczaić. Jednak tegoroczny album jest dopiero trzecim solo TDF’a, w przepastnej dyskografii rapera, na którym obecnych jest wielu producentów. Wcześniej były to jedynie „3H: Hajs, Hajs, Hajs” i „Notes”. Przy nagrywaniu następnych płyt TEDE stawiał na współpracę z tylko jednym beatmakerem. Pierwszym był Matheo, drugim WDK, a przez kolejne dwanaście lat, aż do 2023 roku, pod brzmieniem albumów Tedeusza podpisywał się Sir Mich. Dwie poprzednie płyty, na wzór kultowego debiutu, TEDE postanowił z kolei wyprodukować samodzielnie. „VOX VERITATIS” jest więc powrotem do formuły sprzed ponad dwóch dekad.
Vox Populi
TEDE na najnowszym solo, co warto nakreślić, postanowił pójść w dwa różne, względem brzmienia, kierunki, co klarownie tłumaczy zasadność dwupłytowego albumu „VOX VERITATIS”. Efektem, według wcześniejszego założenia, miało być połączenie klasycznego brzmienia z tym nowoczesnym, przywołanie ducha złotych czasów, przy jednoczesnym przesunięciu granic współczesnego rapu. Część pierwsza zatem, „Vox Populi”, bliższa jest boom bapowi, oczywiście takiemu w wydaniu TDF’a. Zaskakuje już otwarcie albumu, kawałkiem zatytułowanym „RICK ROSS”. Na spokojnym bicie od OSXAR’a i Fr@nka raper dokonuje bowiem rozliczenia z przeszłością. Numer rozpoczyna się wersem: „To jest więcej niż album. To jest moje życie… Na rapie”, a dalej TEDE powraca do incydentu z przeszukaniem własnego mieszkania oraz konsekwencjami wynikającymi z tej historii. „VOX VERITATIS” rozpoczyna się więc dość gorzkim wyznaniem, co ciekawe, z fajnie zrobionym follow-up’em do… Peji.
W kolejnym kawałku wchodzi „NWJ ŻOŁNIERZ”, a TDF porzuca nostalgiczny ton. Pojawia się także jedyny zaproszony gościnnie raper, czyli Abel, a słuchacze otrzymują serie porządnych rapowych bangerów, które z pewnością bardziej przypadną do gustu entuzjastom klasycznie brzmiącego hip-hopu, niż zwolennikom tego, co obecnie słychać w mainstreamie. Warto podkreślić, że w kawałkach na „Vox Populi” pojawia się DJ, konkretnie legendarny DJ JanMarian, serwujący scratche i cuty, a to, na płytach wydawanych w głównym nurcie, także stanowi obecnie rzadkość. Kolejnym natomiast utworem na jakim się na chwilę zatrzymamy jest „LECZ SERCEM” na podkładzie TASTydope. Osobiście, jeden z moim ulubionych tracków z „VOX VERITATIS”. A zasługujący na osobną wzmiankę, gdyż tutaj po raz drugi pojawia się Peja. Cały bowiem refren tego kawałka („Nie słuchają mnie uszami lecz sercem. Chuja w uszach mają wielbiący komercję”) jest wersem Rycha z kawałka „Rap News”, jaki znalazł się na nowym Slums Attack. Co również ciekawe, podobny wers Peja miał w tytułowym kawałku na płycie „Szacunek Ludzi Ulicy” – „Nie słuchasz mnie uszami, słuchasz mnie sercem”. Oczywiście, sprawne ucho follow-up’ów, których użył TEDE na „VOX VERITATIS”, wychwyci znacznie więcej. Na osobną wzmiankę zasługuje także „WYLOTÓWKA”. Na numer nagrany na tym bicie słuchacze Tedasa czekali jakieś czternaście lat. Fragment podkładu autorstwa Sir Micha znalazł się w tak samo zatytułowanym video, udostępnionym w czasach, gdy TEDE woził się jeszcze pamiętnym, zielonym BMW. W tym miejscu należy także wymienić pozostałych producentów tej części albumu „VOX VERITATIS”, którymi są Leśny, Yottsu, el1iot, prodoskar, PSR i Zincboy. Z kolei słuchacze wolący TDF’a w bardziej klasycznym wydaniu, a ugryziony w nowoczesny sposób rap nie całkiem trafia w gust, z pewnością na dłużej zatrzymają się właśnie na części „Vox Populi”.
Vox Dei
Druga część „VOX VERITATIS”, zgodnie z zapowiedzią, jest zdecydowanie bardziej nowoczesna, bliższa obecnie popularnemu brzmieniu, a zmianę kierunku TEDE jasno sygnalizuje numerem „WRACAM SE DO TRAPU”, do którego bit dostarczyli Mercury & Franklin. W drugiej połowie nowego albumu Tedas powraca także częściej do brzmień wykreowanych na „Vanillahaj$”, „SKRRRT” czy „NOJI?”. Również na „Vox Dei” doszło do największej kontrowersji związanej z nowym albumem TDF’a. A wynikającej z obecności gościnnie zaproszonych Young Leosi, Bambi i Modelek. Jeszcze przed premierą, w ciemno zawyrokowano, że obecność tych Pań, a zwłaszcza wymienionego w ostatniej kolejności, „produktu rapopodobnego”, negatywnie wpłynie na poziom i odbiór „VOX VERITATIS”. Pogląd taki wygłosić mogli jednak słuchacze nie znający wcześniejszych płyt Tasa De Flei. Czy bowiem przez Sistars drugie solo rapera było gorsze? Czy Zdzisława Sośnika swoim wokalem zniszczyła „Notes”? Podobnie było w przypadku „featów” od Natalii Kukulska czy Natalii Lesz, WdoWy czy Setki. Kobiety na płytach TDF’a były obecne od zawsze. W pierwszej kolejności lepiej zatem sprawdzić, co TEDE z kolejną zaproszoną wymyśli, niż głucho ferować opinię. Na marginesie dodam, że „WIĘCEJ MIEJSCA” z Leokadią to kolejny z moich ulubionych numerów, jakie znalazły się na „VOX VERITATIS”. Z części „Vox Dei” śmiało wymienić mogę jeszcze singlowe „NONTOPER” i „F150”, a także „MOJE TOCZE FELE” czy „T.H.I.S.”. W tej części „VOX VERITATIS” ze swoimi bitami pojawiają się z kolei RYGOR, DeadWN, Skibovicz, AmArajda, Koszo, Sancho i FantØm.
Summarium
Większość producentów obecnych na „VOX VERITATIS” specjalnie powyżej wymieniłem, aby uwidocznić, jak wielu, także mniej znanych twórców, TEDE zaangażował w powstanie tego albumu. Po wielu latach nagrywania na bitach Sir Micha lub własnych, wprowadza to dużo różnorodności oraz swoistego orzeźwienia. Przyznam, potrzebnemu zarówno raperowi, jak i słuchaczom TDF’a. Aczkolwiek, bohaterem albumu, co oczywiste, jest Jacek Graniecki. Pomimo prawie pięćdziesiątki na karku nie tracący nawet odrobiny zajawki na nagrywanie rapu. Najlepiej świadczy o tym brzmieniowa rozmaitość świeżego wydawnictwa, na którym raper zrobił efektowny szpagat pomiędzy rapem w ujęciu bardziej klasycznym, a tym nowoczesnym. Słychać na „VOX VERITATIS”, że TEDE nadal czerpie radość z tworzenia nowych numerów, wymyślania nowych patentów, i zaskakiwania słuchaczy. Nie jest to raper znudzony byciem raperem, dla którego wypuszczenie nowej płyty to jedynie sposób na zapełnienie portfela. To sposób na życie, które zwyczajnie się Tedasowi podoba. Tą satysfakcje można na „VOX VERITATIS” wyczuć również. O mistrzowskim opanowaniu sztuki rapowania, wykorzystaniu flow czy unikalnym wręcz 'siedzeniu w bicie’, po raz kolejny wspominać nie trzeba. Czy zatem „VOX VERITATIS” to jeden z najlepszych albumów TDF’a? Na przestrzeni tych wydanych w ostatnich latach, z pewnością tak. Poza tym, to bardzo dobry materiał.

(Fot. główna – okładka albumu „VOX VERITATIS”)














