2025 rok za nami. Na rapowej scenie był to rok debiutów, powrotów, wielu ciekawych kooperacji, ale też po prostu kolejnych wydanych albumów polskich artystów. Przez minione 12 miesięcy starannie wybieraliśmy dla Was te utwory i płyty, które w naszym uznaniu były najbardziej godne uwagi. Dziś prezentujemy Wam nasze podsumowanie zeszłego roku w polskim rapie. Jako że jest nas dwóch, każdy osobno wybrał swoje TOP 5 albumów 2025. Do czyjej piątki Wam bliżej?
Najlepsze albumy 2025 roku – TOP 5 wg Bartłomiej KMC Kmieciak:
5. DJ Element – Nowy Początek

Jeśli debiutować, to właśnie tak jak DJ Element. Producent i DJ z Nysy wypuścił w 2025 roku swój pierwszy album producencki. I to jaki! „Nowy Początek” to aż 17, bardzo zróżnicowanych, choć utrzymanych w klasycznej stylistyce utworów. Znajdziemy na nim zarówno wolniejsze, bardziej refleksyjne produkcje, jak i dynamiczne pozycje z pazurem. Imponującą liczbę ponad 40 gości na albumie współtworzą, m.in. takie legendy jak Nullizmatyk, O.S.T.R., Wigor czy Rahim oraz absolutna topka drugiego obiegu, reprezentowana przez Bartka KOKO, Pryksona Fiska, Młodego i KPSN’a. Natomiast DJ Element zadbał o to, żeby jego „Nowy Początek” ociekał cutami, a jeden utwór oddał nawet w pełni do dyspozycji kolegom po fachu: Qmakowi, Benowi, Krótkiemu, Urlichowi oraz HWR’owi.
4. Hedora – Fatalny konstrukt

Był taki czas, że świadomy, antyestablishmentowy rap królował na scenie. Niestety obecnie raperzy wolą być Szwajcarią, w strachu przed utratą fanów, kontraktów i zasięgów. Hedora natomiast ma to gdzieś i rozbija rzeczywistość na drobne części, fragment po fragmencie ukazując nam, że dzisiejsze czasy to „Fatalny konstrukt”. Prykson Fisk i Ńemy to niezwykle spostrzegawczy obserwatorzy, którzy na swojej drugiej płycie dzielą się z nami gorzkimi refleksjami na temat kondycji społeczeństwa oraz mechanizmów rządzących światem. „Fatalny konstrukt” to album ciężki, nie tylko ze względu na społeczno-polityczną, zaangażowaną tematykę. Bity, za które od początku do końca odpowiada Ńemy, to lot zdecydowanie dla wielbicieli surowej, starej szkoły – brudne sample, bez brokatu i szlifowania ostrych kantów. Hedora to bezkompromisowy but prosto w tłusty brzuch zgniłego systemu, któremu impetu dodaje gościnne wsparcie absolutnych hetmanów sceny, w postaci Piha, Włodiego, Słonia i Wilka WDZ. Jeśli brakuje Wam płyty, po przesłuchaniu której zadumacie się na kolejną godzinę, „Fatalny konstrukt” jest dokładnie tym, czego szukacie.
3. Kosma Król & Kania – POLOT

Na miejsce w TOP 5 albumów 2025 roku zasłużyła też świeża krew z Warszawy. Kosma Król i Kania to młodzi ludzie ze starymi duszami. Ich „POLOT” wyszedł w lutym, a ja już wtedy wiedziałem, że pojawi się w moim podsumowaniu roku. Pomimo młodego wieku, duet stworzył materiał bardzo mocno przylegający do rdzenia hip-hopu. Bity Kanii to kawał porządnego, samplowanego boom-bapu, często z kreatywnie połamaną linią perkusyjną i udanymi wycieczkami w stronę d’n’b czy reggae. A jak z eksperymentami Kanii radzi sobie Kosma? Genialnie. W moim uznaniu to jeden z największych talentów młodego pokolenia. Lekkość, gracja i precyzja z jaką Kosma operuje słowem, jest niebywała. Kiedy wielu raperów musi wybierać pomiędzy stosunkiem formy do treści w swoich zwrotkach, MC z Żoliborza daje nam oba na najwyższym poziomie. Ostatecznej magii „POLOTOWI” dodają melodyjne, jednak absolutnie nie popowe refreny, które zapętlając się w głowie na długo.
2. Gruby Mielzky – To się więcej nie powtórzy

W przypadku tego zawodnika oczekiwana były bardzo wysokie, bo do rapu najwyższej próby przyzwyczajał nas przez lata. Mielzky to jeden z tych MCs, którzy w swojej dyskografii nie mają słabego albumu. Tegoroczne „To się więcej nie powtórzy” nie jest w tej kwestii wyjątkiem. Mielon miesza starą szkołę z nową, zarówno w kwestii bitów, jak i gości na płycie. Pierwsze dostarczył fenomenalny, bardzo dobrze z Mielzkym zgrany duet The Returners. Wśród drugich znaleźli się, m.in. Dwa Sławy i Shellerini, ale także Malik Montana czy Margaret. Na „To się więcej nie powtórzy” Mielzky pokazuje nam, że wyłamuje się spod wszelkich konwencji. Raper robi absolutnie wszystko na co ma ochotę i nadal bez zasługuje to na miejsce na najwyższej półce w kategorii hip-hop.
1. Ero & Włodi – Reszty Nie Trzeba

W dniu premiery albumu Ero i Włodiego, zarejestrowano potężny wstrząs sejsmiczny na terenie Warszawy. Siły we wspólnym projekcie połączyły bowiem dwie żywe legendy polskiego rapu. Fuzja reprezentantów kultowej Molesty Ewenement i JWP zaowocowała, w moim uznaniu, najlepszym albumem 2025 roku. Na „Reszty Nie Trzeba” nie ma słabej linijki. Każdy wers jest istotny, trafny, a do tego podbity niesamowitą charyzmą obu weteranów sceny. Ero i Włodi bez cyrkowych sztuczek, ale z pełną klasą idą przez cały album po bardzo spójnej, marmurowej podłodze z ciężkich, boom-bapowych podkładów. Do tego cuty absolutnych specjalistów w tej dziedzinie i mamy stuprocentową esencję hip-hopu. Nie można zapomnieć też o wisience na torcie albumu „Reszty Nie Trzeba”, czyli pierwszym w historii wspólnym numerze Molesty i JWP.
WYRÓŻNIONE:
W.E.N.A. x Amatowsky – Wytrych
HST – Pain into Power vol. 1
Żyto – Nowy Dobry Co Nie Spina
Małpa – Święte Słowa
VBS – 3
(Bartłomiej Kmieciak)
Najlepsze albumy 2025 roku – TOP 5 wg Maciej Werner:
5. 4resh we7akecare – pidżyn

Nie przypominam sobie, aby w polskim rapie nagrano wcześniej w duecie żeńsko-męskim cały album. Chociaż w tym przypadku, mówić trzeba o trójkącie. Ryfa Ri i Mada z WCK założyli zespół 4fresh7care, a na pierwszą wspólną płytę zaprosili do produkcji Qzyna. Wyszedł z tego „pidżyn”. Pięknie brzmiący album, który doleciał do nas w pierwsze letnie dni. Album może i nie rozpieszcza swoją długością, za to urzeka klimatem i vibe’em. Momentami szorstkim, w innych momentach natomiast miękkim i wyczilowanym. Cały czas jednak spójnym. „pidżyn” krąży bowiem po po różnych rejonach, bywając na wskroś poważnym, by chwilę później pożartować. Różnorodny album, bynajmniej jednak nie chaotyczny. Z pewnością ukazujący jak doskonałymi i uzupełniającymi siebie MC’s są Ryfa Ri i Mada, i jak kapitalnym producentem jest Qzyn.
4. Bartek KOKO x Amatowsky – FUCHA

„FUCHA” duetu Bartek KOKO x Amatowsky to jeden z najlepszych koncepcyjnych albumów, jakie wyszły na naszej scenie. Z pewnością najlepszy w 2025 roku. W klasyczny układzie raper/producent nagrano lekką płytę z ciężkim przekazem. Wszystkie historie kręcą się wokół pracy Bartka w zakładzie pogrzebowym, dalekie są jednak od cmentarnej nostalgii i smutku. „FUCHA” to udane bangery, często zahaczające o Zachodnie Wybrzeże bangery z wbijającymi się w pamięć refrenami. A, że w większości pojawiają się grobowe tematy i zmarli, no tak wyszło. Bartek KOKO pokazał, że storytellingi to jego mocna strona, a Amatowsky, że producentem jest umiejętnie eksplorującym najróżniejsze brzmienia. Dzięki temu „FUCHA” to album niemalże kompletny.
3. TEDE – Vox Veritatis

TEDE w swojej już ponad trzydziestoletniej karierze nagrał dopiero trzeci album na bitach różnych beatmakerów. Trzeci bardzo udany. Najwyraźniej ta forma TDF’owi odpowiada równie dobrze, jak praca z tylko jednym producentem. Słuchacze natomiast cieszyć mogą się większą różnorodnością w zawartości muzycznej, którą swoim stylem ujednolica TEDE. Już nie tak nieprzewidywalnym, nadal jednak jednym z najlepszych w kraju. TDF potrafi w nowoczesne brzmienia, potrafi również zrobić, nadal, dobry, klasyczny rap. W obu wypada równie dobrze. „Vox Veritatis„ jest natomiast tego, jak najlepszym, przykładem. Album promowały porządne, nośne single, a na obu płytach znajdziemy numery imprezowe, poważne i osobiste, czy sentymentalne, nawet nieco refleksyjne. TEDE zapewnił nam zatem przekrój różnych emocji, nie uderzając w jednolity ton, i już na początku zaznaczając: „To jest więcej niż album. To jest moje życie… Na rapie”. I to właśnie na „Vox Veritatis„ słychać. Tak jak to, że TEDE nadal rapem nie jest znudzony, a do nagrywania kolejnych płyt, podchodzi z nieustającym entuzjazmem i radością. Na „Vox Veritatis„ słychać to również.
2. Shellerini – Rajzefiber

Shellerini w 2025 wypuścił swój najlepszy, dotychczas, solowy album. Dotychczas, gdyż w przypadku tego akurat rapera, porównanie do wina, jest jak najbardziej trafione, i być może w przyszłości otrzymamy jeszcze lepszą płytę. Na razie jednak jest „Rajzefiber”, a poprzeczkę Szelma zawiesił sobie bardzo wysoko. „Rajzefiber” to album doskonale brzmiący, wypełnionymi porządnymi bitami, ale co najważniejsze, brawurowym rapem samego gospodarza. Celne obserwacje, niespotykane dotąd porównania i zbitki słowne, ciekawe skojarzenia, coraz lepsza technika i flow. Wszystko to Shellerini zapewnił słuchaczom na swoim najnowszym solo. A także podróże w odmienne muzycznie regiony. Mocne, klasyczne bity, drum’n’bassowa jazda, lżejsze klimaty z odrobiną śpiewu. Dzieje się na albumie „Rajzefiber”, ale i tak największe wrażenie robi sam Shellerini.
1. Gruby Mielzky – To się więcej nie powtórzy

Uzasadnieniem wyboru albumu Shelleriniego na miejscu drugim śmiało można uzasadnić także wybór solo Mielzky’ego na miejscu nr 1 w podsumowaniu najlepszych albumów 2025 roku. Obaj raperzy z determinacją i powodzeniem podążają samodzielnie obraną drogą, czym wygrywają, przynajmniej naszym zdaniem. „To się więcej nie powtórzy” z „Rajzefiber” wygrywa natomiast większą siłą rażenia i rozmachem nagrania. A także, wyśmienitej symbiozie brzmienia klasycznego rapu, z tym nowoczesnym. Zapomnieć nie można także o trafnie wybranych na promocję singlach, wraz z nakręconymi w Nowym Jorku teledyskami. Nawet wzbudzający konsternację, przed premierą albumu, goście zaproszeni na „To się więcej nie powtórzy”, jak Margaret czy Malik Montana dowieźli, a swoją obecnością ciekawie urozmaicili materiał. Oczywiście, nie wyszłoby to wszystko tak rewelacyjnie, gdyby nie odpowiedzialni za brzmienie płyty, i czuwający nad całością, The Returnes. Pokazując tym samym, że wraz z Grubym Mielzkym tworzą zespół nie do zatrzymania.
WYRÓŻNIONE:
Włodi & Ero – Reszty Nie Trzeba
Skrubol x Qzyn – Boss Dogg
Ten Typ Mes – Bukowski
Spajku/Dziunek – Rapujecie coś jeszcze?
Kuba Knap – Grawitango
Słoń x The Returners – SOCCER KICK
Jig Magger – Sincere Happiness
(Maciej Werner)















