Rok 2000 był mocny. Ukazało się kilka ikonicznych płyt, które przeszły do historii, a jedna z nich nieodwracalnie zmieniła obraz polskiej sceny. 26 czerwca wytwórnia Asfalt Records wydała debiutancką płytę Fisza zatytułowaną „Polepione Dźwięki”. Po 25 latach trudno coś nowego, a tym bardziej mądrego, napisać o tym ponadczasowym albumie, aby nie było to zwykłe bla, bla bla…. Dlatego przypomnimy kilka faktów i ciekawostek.
Na przełomie wieków w polskim rapie rządziła głównie ulica i melanż. Diametralnie zmieniła to raczkująca wówczas wytwórnia Asfalt Records wydając album „Polepione Dźwięki” młodego rapera Fisza, który okazał się najbarwniejszym debiutem w 2000 roku. „F.I.S.Z. nadciąga jak huragan, jak deszcz bo przykazano mu solidną nieść treść.” Liryczną siłę płyty dobrze opisał Michał Nowak na łamach Art Rock.pl:
„Szczere, prawdziwe, trafne spostrzeżenia, liczne komentarze wielkomiejskiej rzeczywistości oraz ukryte gdzieś w tle młodzieńcze pytania i odpowiedzi na najważniejsze życiowe kwestie, przeplatają się tutaj z niesamowitą wręcz zabawą słowem. Młody Waglewski pokazał, że hip hop nie musi być tylko stylem życia prezentowanym dumnie przez rzeszę zdolnych inaczej wyrostków w szerokich spodniach. Zdefiniował ten styl na nowo w szalenie ciekawy sposób”.
Mimo dużej odmienności od albumów, pod którymi polscy raperzy podpisywali się w 2000 roku, „Polepione Dźwięki” spotkały się także z przychylnością w dopiero raczkujący wówczas mediach stricte rapowych. Tymon Smektała w recenzji dla Klanu, debiutowi Fisza przyznał „4,5 winyla” na 5 możliwych, swoją ocenę uzasadniając tymi słowami:
„Fisz (autor tekstów) i DJ M.A.D. (producent muzyki) stworzyli płytę, która dla mnie jest testem na „prawdziwość” hip-hopowca. Każda z dziesięciu kompozycji (plus remiks Volta) to czysty hip-hop – bez „zajawek”, bez „najebko-ziomalostwa”, po prostu dobre bity i naprawdę oryginalne teksty. Bity dobre, bo misternie i z duszą polepione, teksty oryginalne, bo traktują o prawdziwych emocjach, refleksjach i uczuciach – takich jak miłość, nienawiść czy brak szczerego kontaktu między ludźmi – a tego w polskim hip-hopie nie ma. To życie, a nie udawanie. Na dodatek Fisz zadziwia również techniką – swobodnie płynie na bicie, nie trzyma się go kurczowo.
A wady? Może tylko ta, że słychać w tym materiale dużą inspirację Mos Defem, wyczuwalną, ale na szczęście daleką od kopiowania”.
Również studencka brać przestała słuchać Myslovitz, i zaczęła machać łapami. Wówczas też pojawiło się określenie inteligentny rap, a przypomnijmy, że było to jeszcze przed pierwszą płytą Łony. Oddajmy więc głos Marcinowi Grabskiemu, czyli Tytusowi – szefowi Asfalt Records:
„Bartek i Piotrek jako pierwsi w Polsce poszli w fajny i ciekawy sposób w plywającą i łagodną estetykę Native Tongues, w czasach gdy obowiązywała surowa i ostra szkoła Queensbridge i slash Compton. Ludzie o to nie prosili ale potrzebowali. Posypały się też pozytywne recenzje w prasie głównego nurtu, gdzie do tej pory polski hip hop bywał rzadko odnotowywany”.
Powyższy cytat pochodzi z wywiadu dla Newonce, który trafnie podsumował autor Krzysztof Nowak:
„Nawet z perspektywy czasu słychać, że słuchacze mieli wtedy do czynienia z czymś niecodziennym. Oto w środowisku pojawił się facet, którego długie, gawędziarskie teksty aż iskrzyły się inteligencją i z prędkością Usaina Bolta uciekały od mentalu, w którym były osadzone polskie rymy i bity. Otwartość i postrzeganie rapu jako bardziej przyjemniej formy twórczej musiały imponować tym z nieco bardziej otwartymi głowami, no i mainstreanowi, który jednak nigdy nie zdołał przemielić Fisza w mąkę”.
Wszystkie bity na „Polepionych Dźwiękach” wysmażył młodszy brat Fisza, czyli DJ M.A.D., który z czasem zmienił ksywę na Emade. Z perspektywy 25 lat śmiało możemy go uznać za najwszechstronniejszego producenta w naszym kraju. Singlowa „Czerwona Sukienka” jest na liście 120 najważniejszych polskich utworów hip-hopowych wg T-Mobile Music, którą w swoim charakterystycznym stylu tak opisywał Marcin Flint:
„Starszy z braci Waglewskich znakomicie debiutuje a ja nic nie mogę poradzić na to, że najlepszy utwór na „Polepionych Dźwiękach” odbieram przez pryzmat ironii. Wiele robi bit Emade – przepychankę w szemranym nocnym klubie ilustruje latynoski patos wysamplowany wprost z przeboju towarzyszącego Almodovarowskim Wysokim Obcasom. Nastrój podkreśla tekst Fisza, który brzmi jak wariacja na temat „Letniej Milosci” Warszawskiego Deszczu. Tylko, że sukienka jest czerwona, nie niebieska a zamiast pewnego 'kochanie jedno pytanie mam’ i 'pójdziemy na lody?’, mamy tchórzliwe 'dziękuję, boli mnie głowa, skręta paliłem, źle się czuję’. Niezależnie już od wszystkich skojarzeń – numer jest znakomity, całe to gadanie o Fiszu jako polskim Mos Defie przesadzone, a dalsza (po Afro Kolektywnie) ucieczka od obrazu hip hopowego macho bezcenna”.
„Polepione Dźwięki” okrzyknięto płytą roku według miesięcznika Fluid, a Fisz za swój debiut zgarnął Machinera w kategorii 'Płyta niszowa’ 2000 roku. Album nominowano także do Fryderyków i jak to tradycyjnie bywa w tym plebiscycie, znalazł się w doborowym towarzystwie, obok, m.in. Yaro i Funky Filona. Wstydu ostatecznie nie było – wygrał Kaliber 44 z albumem „3:44”. Siłą każdego ważnego albumu jest to, że nie zabrał go rydwan czasu i w przypadku debiutu braci Waglewskich nie mamy z tym do czynienia. Tribe’owe bity Emade po 25 latach nadal brzmią świetnie, a przekaz Fisza jest wciąż aktualny. Płyty nie pokrył kurz, bo to ponadczasowy, uniwersalny hymn młodości.
„Dźwięki, szumy zgrzyty winylowej płyty. Moja głowa pełna dźwięków i trzasków. Polepione dźwięki, bynajmniej nie dla oklasków”.

Fisz – Polepione Dźwięki
- D.C.P.
- Bla bla bla
- Drewno
- Język wszechświata
- Nienawiść
- Polepiony
- Balon
- Huragan
- Czerwona sukienka
- Stop
- Bla bla bla (600V w Autobusie Remix)
(Fot. główna – kadr z video „Polepiony”)














