Raperzy, którym coś nie wyszło – część 1

Opublikowano: 18/11/2019
Autor: Bartłomiej Kmieciak
Zdjecie newsa

Czy talent i ciężka praca zawsze przynoszą sukces? Logika podpowiada, że nie może być inaczej, ale życie pokazuje, że wcale nie jest to regułą. Ilu było raperów w pierwszej dekadzie nowego millenium, których kariera zapowiadała się hucznie, a ostatecznie coś nie pyknęło? Przedstawiamy Wam pierwszą część felietonu o raperach, którym nie wyszło.

1. Karwan

Kiedy w 2009 roku debiutował albumem “Wielkie serce”, reprezentant Ostrołęki miał zaledwie 19 lat. Na naszej truskulowej wtedy jeszcze scenie, Karwan był objawieniem i bardzo szybko podbił serca słuchaczy rapu w całym kraju. Szczerość, wielokrotne rymy, charakterystyczne flow – to wtedy doceniało się w rapie i to właśnie oferował Ostrołęczanin. Niewątpliwą pomocą była też graba podana na debiucie przez starszych, bardziej znanych kolegów z forum Ślizgu – MŁD, LaikIke1 oraz Aska, którzy dograli swoje zwrotki do „Wielkiego serca”. Drzwi do kariery otworzyły się przed młodym raperem bardzo szeroko. W tym samym roku pojawił się jeszcze na „Materiale producenckim” Quiza w aż dwóch kawałkach, z czego w jednym z nich rapował u boku VNM’a i Weny, którzy na tamte czasy byli królami podziemia i szturmem wbijali po swoje na scenę główną. Trudno o lepszy start i wsparcie, ale Karwan o tym wiedział, dlatego jego kolejna płyta “Fabryka snów” obfitowała w featuringi znanych raperów i beaty znanych producentów. Wokalnie pojawili się na niej tacy ludzie jak Wena, Ras, Zkibwoy, Lilu czy LaikIke1, a muzycznie usłyszeć można było produkcje, m.in. Quiza, Reno, BobAir’a oraz 2sty’ego. Co poszło nie tak? Dlaczego Karwan nie znalazł się w żadnej dużej wytwórni i nie wspiął się na szczyt OLiS’u? Ciężko stwierdzić. Po dekadzie od swojego debiutu mało kto o nim pamięta, a młodzi słuchacze rapu nie kupują go nawet w nowej odsłonie z autotunem nałożonym na wokal.

2. Kobra

Gdyby zapytać młodzież, kto obecnie jest najbardziej znany na Łazarzu, zapewne chórem odpowiedzieliby „Bonus BGC”! Wyobraźcie sobie teraz, że mamy możliwość podróży w czasie, cofamy się 15 lat wstecz i zadajemy to samo pytanie. Jaka jest odpowiedź? Kobra! Nielegal „Strzał w dziesiątkę” z 2004 roku był dokładnie tym, na co czekały poznańskie, a zwłaszcza łazarskie, ulice w tamtym czasie. Pewny siebie, bezkompromisowy w tekstach chłopak z kamienicy miał niezwykłą charyzmę, ciekawy wokal i zdecydowanie nie brakowało mu umiejętności. Swoimi mixtape’ami wyniósł poznańską braggę na całkiem nowy poziom, a po drodze nie stronił od beefów, w których miażdżył przeciwników. Potencjał obiecującego rapera szybko zauważyła grupa Slums Attack, stąd obecność na „Mixtape 4” DJ’a Decksa, gościnna zwrotka na „Reedukacji”, a w konsekwencji przyjęcie Kobry pod szyld RPS Enterteyment, gdzie wypuścił solową płytę „Na żywo z miasta grzechu” oraz „0,7 na dwóch” w duecie z Bezczelem. Poznaniak zdecydowanie nie był incognito w polskim rapie, natomiast wciąż odbijał się głową od sufitu, który dzielił go od ścisłej czołówki sceny i którego nie mógł przebić pomimo kolejnych płyt i gościnnych kolaboracji. Taranem mającym rozbić ów sufit miała być wydana w 2013 roku nakładem Step Records płyta „Golden Era”. Nowocześnie brzmiący i solidnie przygotowany materiał był czymś świeżym i innym na scenie, jednak znów nie pozwolił wznieść się Kobrze ponad poziom, na którym tkwił od kilku lat. Co było przyczyną braku sukcesu? Może scena nie była gotowa na styl, który proponował Kobra, a z którym to dziś z powodzeniem mógłby rządzić sceną? Może złym krokiem było odejście z RPS, a dodatkowo zaszkodził mu chwilowy konflikt z Peją? Ciężko stwierdzić, natomiast potencjał Macieja był na pewno większy niż jego muzyczne osiągnięcia.

3. Gres

Co usłyszymy w odpowiedzi, kiedy rzucimy hasło „niska, charakterystyczna barwa głosu w polskim rapie”? Fokus. Sokół. Nullo. A czy komuś na myśl przyszedł Gres? Łódzki raper i freestyle’owiec wywodzący się z grupy NGS Agenda w 2003 roku stworzył duet rapersko-producencki ze Snatch’em i to był strzał w dziesiątkę. W 2004 roku zajęli pierwsze miejsce w konkursie Fama HIP-HOP 2004, a ich utwór „Kosmos” uplasował się na drugim miejscu Totalisty WP z wynikiem aż 16 tysięcy ściągnięć. W 2005 roku światło dzienne ujrzało „Noc EP”, które pomimo braku klipów wykręcało naprawdę pokaźne liczby wyświetleń i obiegło cały kraj, zdobywając uznanie wśród słuchaczy i środowiska. Rok później Gres zdobył tytuł wicemistrza WBW. Był to moment, w którym kolejny materiał z jego strony mógł już śmiało liczyć na wsparcie większej wytwórni, ale zamiast tego nastała cisza. Łodzianin powrócił dopiero w 2016 roku z projektem tworzonym do spółki z Greenem, a od strony produkcji za ich debiutancki albumu „Fraktal” odpowiadał nie kto inny jak sam O.S.T.R.. Dlaczego Fraktal nie odniósł sukcesu? Dwóch cholernie dobrych raperów, ikona polskiego rapu na bitach, wsparcie Asfalt Records. Czyż to nie brzmi jak murowany sukces? Koniec końców, od wypuszczenia „Fraktalu” minęły ponad 3 lata, w międzyczasie pojawiły się jakieś pojedyncze luźne kawałki, a Gres pomimo wszelkich predyspozycji, wciąż pozostaje tylko jednym z bóstw Ślizgu.

4. Karwel

Tutaj sytuacja jest dla nas równie nie zrozumiała. Karwel, mimo że pochodzi z niezbyt dużej miejscowości na Podlasiu, to start, można powiedzieć, miał na grubo. Młody Wilk Popkillera z 2012 roku, zaproszony następnie przez Mesa do stada Lepszych Żbików. Rok później, jeszcze jako LJ Karwel, nakładem Alkopologamii wypuścił bardzo dobry i entuzjastycznie przyjęty debiut “Niepotrzebne Skreślić”. Poparty równie udanymi singlami. I, niestety, nastała cisza. Przerywana co jakiś czas wpisami na Facebooku, z których dowiedzieliśmy się m.in. o powrocie do rodzinnych Moniek. Wydawniczy impas, na szczęście,  przerwany został w 2017 roku. W Lekter Rec. wydany został wówczas krążek “Talent lub Normalność”, któremu w dniu wczorajszym stuknęły równe dwa lata od daty premiery. Ci, którzy wysłuchali ten również bardzo dobry materiał do ostatnich minut, wiedzą co wybrał autor. A co za tym idzie, ponownie nastała cisza. Co prawda otrzymaliśmy krótką serię “Loading” w postaci luźno wrzuconych numerów, nie jest to jednak to na co czekamy. Warto przy tym śledzić konto FB Karwela. Raper w ostatnim czasie zamieścił tam post, w którym tłumaczy co powoduje jego przerwy w nagrywaniu oraz… zapowiada nowy album! Może to zestawienie to jednak nie miejsce dla Wujka Krzycha?

5. Numer Raz

Tutaj wątpliwości już nie mamy. Jeden z prekursorów rapu w Polsce działający od 1993 roku, 1/3 kultowego składu Warszafski Deszcz, dziennikarz i aktywista hip-hopowy – jednym słowem legenda. W swojej karierze muzycznej współpracował z największymi tuzami naszej sceny, gościnnie wystąpił w olbrzymiej ilości utworów,  Tede, z którym współtworzył Warszafski Deszcz jest obecnie jedną z czołowych postaci na naszej rodzimej sceny. On sam wydał jednak zaledwie dwa, solowe albumy: “Muzyka, bloki, skręty” w roku 2004 i “Ludzie, maszyny, słowa” w 2009 oraz kilka mikstejpów w latach późniejszych. I mimo, że oba longplay’e zostały entuzjastycznie przyjęte,   Numer solo nie zgarnął większego sukcesu. Dlaczego? Może powodem było początkowe przyćmienie przez osobę TDF’a oraz bardziej wycofana osobowość, mniej przebojowa od reszty wydających w tamtym czasie raperów. Może mniejsze umiejętności dopasowania się do trendów, którą posiadał kolega z zespołu? Raperzy starej daty nie mają łatwego życia na obecnej scenie, gdzie wyznawane wcześniej wartości są po prostu mało interesujące dla młodych. Czy Numer Raz ostatecznie odwiesił już mikrofon na kołek? W 2016 roku na kanale AlohaEnt pojawił się singiel „Serum prawdy”, który miał być zapowiedzią nadchodzącego albumu „Numer, kiedy płyta?”, ale mamy rok 2019 i albumu wciąż nie ma. Na chwilę obecną własne audycje, pt: „Numer Raz na fali” wydają się w pełni zaspokajać jego potrzebę przemawiania do szerszego audytorium, ale możliwe, że nie znamy dnia ani godziny…

Powiązane:
Najnowsze newsy:
Komentarze: