Powracający w ostatnim czasie do rapu Tomb założył agencję muzyczną, która niewątpliwie przyczyni się do zepsucia rapowej sceny. Wraz z Admą, Gibb Keyem i ADM’em, odpłatnie tworzyć będą dla ludzi pełne utwory – od napisania tekstu, przez dobór bitu, aż po pomoc w nagraniu. Ledwo zipiąca już autentyczność na scenie umrze za 3… 2… 1…
Nihil novi
Nie wiem jak Was, ale nas w rapie zawsze najbardziej ujmowała autentyczność. Ciekawiło nas co dany raper ma w głowie i w jaki sposób nam to przekaże. Do pewnego czasu naiwnie zakładaliśmy, że każdy pisze swoje teksty samodzielnie. W pewnym momencie wyszło jednak na to, że zakładaliśmy błędnie. Ghostwriting w Stanach okazał się być dość powszechnym zjawiskiem, sięgającym aż do oldschoolowej klasyki. W ramach NWA teksty dla wszystkich pisali przecież najczęściej Ice Cube i MC Ren. Ba! Nawet jeden z największych rapowych hitów „Still Dre” okazał się być napisany przez Jay’a-Z. Zwrotki Dre w „Forgot about Dre” też jakieś takie Eminemowe. Ale czy fakt, że jest to zjawisko obecne w kolebce hip-hopu już od wielu lat, sprawia, że musimy je popierać? No nie. Tym bardziej, że ghostwriting najczęściej jest niejawny, czyli poniekąd bazuje na przekonaniu słuchaczy, że dany tekst napisał ich idol. I kiedy okazuje się inaczej, można się poczuć najzwyczajniej w świecie oszukanym.
Polacy nie gęsi, swoich ghostwriterów mają. I szkoda…
Jaki jest udział ghostwriterów w dorobku polskiej sceny rapowej? Ciężko powiedzieć. Biorąc jednak pod uwagę informacje przekazywane przez Grande Connection czy Tomba, w ostatnich latach całkiem sporo raperów mogło korzystać z usług ghostów. Problem ten pogłębi się niebawem jeszcze bardziej. Wspomniany wyżej reprezentant SBM założył bowiem agencję muzyczną. W jej ramach będzie odpłatnie pisał, produkował i pomagał w nagrywkach tym, którzy sami nie potrafią, ale mają parcie na karierę. Pomagać będą mu w tym Adma, Gibb Key i ADM.
Co to oznacza dla polskiej sceny?
Po pierwsze, mniej więcej to samo co dla polskiego szkolnictwa wyższego sprzedawanie magisterek na prywatnych uczelniach. Magistrów jak nasrane, a pracy dla nich nie ma. To samo będzie z raperami i miejscem na scenie. Nie mówiąc już o totalnym zepchnięciu na margines wartościowych MC, którzy zginą w zalewie tych przebierańców. Po drugie, jakość wypuszczanych numerów drastycznie spadnie. Nie sądzimy, że żądny sławy małolat zgłosi się po liryczne arcydzieło, pozostawiające słuchacza po odsłuchu w zadumie. Raczej zamówienia oscylować będą wokół klubowych bangerów z autotunem i głupkowatym tekstem, z ambicjami na stanie się viralem na TikToku. Po trzecie i ostatnie, nadszarpnięty już fundament hip-hopu, którym jest autentyczność, legnie ostatecznie w gruzach. Nie dość, że nie będzie można już być pewnym samodzielnego tworzenia przez żadną nową postać, to dla młodych słuchaczy przestanie mieć to w ogóle jakiekolwiek znaczenie. Normalizacja ghostwritingu będzie kolejnym krokiem ku temu, by rap stracił duszę i stał się następnym wchłoniętym przez pop gatunkiem, którego w zasadzie jedynym celem będzie już tylko zarabianie. Jeśli tak się stanie, trzeba będzie się w ogóle zastanowić nad zasadnością określenia 'raper’. Bo skoro jedynym wkładem delikwenta w utwór będzie wkład pieniężny i wykonanie go zgodnie z instrukcjami, to znacznie uczciwiej będzie nazywać go po prostu wykonawcą.
(Fot. główna – źródło: https://www.facebook.com/admtypku)













