„Gdzie jest Joka?” – legenda zapamiętana w tekstach

Maciej Werner
"Gdzie jest Joka?" - legenda zapamiętana w tekstach

Od trzech dni polscy słuchacze, muzycy, artyści czy dziennikarze z niekrywanym smutkiem oraz żalem żegnają i wspominają Jokę. Starszego z braci Marten, jednego z trzech współtwórców zespołu Kaliber 44, niezwykle charakterystycznego i ważnego dla sceny rapera, który 4 maja znikł już na zawsze. Na pewno jednak nie zostanie zapomniany.

Joka, dzięki swoim tekstom, będzie bowiem obecny z nami już zawsze. Kaliber 44 to zespół niesamowicie istotny dla wszystkich dorastających w latach 90. i na początku dwutysięcznych, ale także dla odbiorców muzyki w ogóle. Zwłaszcza tych, którzy po pokoleniu mogącym tworzyć już w wolnej Polsce, spodziewali się wniesienia powiewu świeżości, zrobienia czegoś inaczej, po swojemu. Taki też właśnie był Kaliber 44. Proponujący muzykę, jakiej w kraju nad Wisłą jeszcze nie słyszano. Muzycznie, przynajmniej w moim odczuciu, łączący surowość „Enter The Wu-Tang” z psychodelicznym brzmieniem znanym z pierwszych płyt Cypress Hill. Rapowo i tekstowo Kaliber 44 był z kolei trudny do sklasyfikowania przez dziennikarzy muzycznych, zmuszonych do zapoznania się z nowym tematem. Pojawił się psychorap. Wpływ na to miał sposób, w jaki rapowali Magik, Abradab i Joka. Opętańczy, rwany, chaotyczny. Jak i same teksty trzech młodych chłopaków z Katowic. Wszyscy je znamy doskonale. Być może jedni z Was najbardziej zapamiętali te napisane przez Magika, inni przez Abradaba, a jeszcze inni przez Jokę. Każdy z nich przykuwał uwagę czymś innym. Jednakże to właśnie Świętej Pamięci Brat Joka na „Księdze Tajemniczej. Prolog” ma solowy utwór, zwłaszcza teraz, powodujący największe dreszcze. Chodzi oczywiście o „Moja obawa (bądź a klęknę)”. Pełen tytułowej obawy wyraz zwątpienia Joki w istnienia Boga. Gdy słuchałem jako nastolatek debiutu Kalibra 44, to właśnie solówka Joki utkwiła w pamięci najbardziej, pozostając w niej na zawsze. Wykrzykiwane jak mantra „Czemu oczywiste dla mnie jest, że ciebie nie ma?” były pierwszymi wersami Joki, jakie pojawiły się w głowie, po tym jak dotarła smutna informacja, że legendarnego rapera już między nami nie ma…

Pozostają jednak teksty. Tymi Joka sypał jak z przysłowiowego rękawa. Zaskakując składnią, doborem słów, porównaniami i flow. W momencie nagrywania „W 63 minuty dookoła świata” twórców Kalibra 44 postrzegać można było jako raperów kompletnych. Piszących linijki, które wręcz przedzierały się do naszych słowników, tworząc niejako część mowy ówczesnej popkultury. Wielu z nich autorem był właśnie Joka. Zdarzyło się Wam zanucić „hip-hop jak kawa, na nogi mnie stawia”? Lub, gdy gdzieś wspomniano Stanisława Lema, dopowiedzieć sobie, że „Lem był fantastą?”, a „kosmici są zieloni jak ciasto kiwi”? No właśnie. A gdy czarny kot przebiegał drogę, a Wy szliście z kumplami, to kto pierwszy rzucił „Chuj mu w dupę nawet trzynastego w piątek”? Wersów Joki, które przedarły się do naszego słownika jest znacznie więcej, a ich kumulacja nastąpiła na trzeciej płycie Kalibra 44, wydanej w 2000 roku „3:44”. W całości przytoczyć można solowe „Litery” – hymn wszystkich wielbicieli telewizji, po mieście się nie wożących, „gdy chujnia jest na dworze” – na czele z takimi wersami jak „Ale bez telewizji ja nie zasnę. Nawet gdy Sung-Hi Lee zrobi mi laskę” czy „Przełączam wywiad z Marylą, wolę film z De Niro”.

Pamiętliwe wersy Joki z „3:44” wymieniać można długo. Raper miał niebywały talent do tworzenia linijek, które następnie cytowano i cytuje się dalej w przeróżnych, zwłaszcza imprezowych, momentach. Tylko w singlowym „Normalnie o tej porze” takich wersów jest mnóstwo. Przypomnę zatem jedynie moje ulubione: „Było więcej kobiet – wszystkie były piękne! Taaa! Lepiej, jak jest więcej! Można by coś dzisiaj, ale ja umywam ręce. Prędzej do domu pędzę niż w M5 beemce”. Podejrzewam przy tym, że nie jeden kierowca przy zwiększaniu prędkości przypomina sobie o „numeromanii na liczniku”. Dzięki takim tekstom, słuchając „3:44”, rzeczywiście można było wówczas „stanąć jak wrytym”. Wszystkie kawałki z tej płyty były bowiem „dobre jak cipka Lolity”. To również na tym albumie Joka, chociaż w żarcie, przewidział niejako swoją przyszłość rapując „Gdzie jest Joka? Gdzie jest Joka? Znikł! Gdzie jest Joka? Gdzie jest Joka?”.

Zniknął faktycznie. Jakiś czas po wydaniu trzeciej płyty ze swoim zespołem, Joka wyjechał do Stanów Zjednoczonych. Za Oceanem trudnił się wieloma zadaniami, by ostatecznie zrealizować tam jedno ze swoich marzeń – zostać kierowcą ciężarówki. Na szczęście, czyli szczęście słuchaczy, Joka „wyjechał, by wrócić”. Wrócić do rapu. Ponownie nagrywając zwrotki trudne do zapomnienia. Przede wszystkim gościnne, gdyż Joka do nagrania solo nigdy się nie zabrał. Gdzie jednak się pojawił, tam z miejsca wzbudzał radość. Czy to w numerze młodszego brata – „Rap to nie zabawa już”, u kolegów z Baku Baku Składu, duetu WSZ & CNE – „Baku Baku Potęga” czy też producenckim projekcie Jajonasza „Czarne Złoto” i wybranym na singiel utworze „Trzeba Wziąć”.

Przed swoim wyjazdem Joka, wraz z pozostałymi twórcami Kalibra, również wpadał w gości na kawałki do innych. Tutaj z pewnością warto przypomnieć słynne wejście z kultowego „Języka Polskiego”„Proszę lody Bambino i dwa razy cappuccino. Margheritę na ratę, ja trenuję tu karate” czy jeszcze bardziej klasyczne „Kolega z osiedla lubi jeździć na rowerze. Ja wierzę – od czasu do czasu mnie też to bierze, wtedy jeżdżę. Przejebane mają ludzie na spacerze” z kawałka „Ja Się Wcale Nie Chwalę” pochodzącego z „Produkcji Hip Hop” DJ’a Volta. Odnieść można wrażenie, że Joka był jak ten dobry kumpel, który jak tylko pojawił się w towarzystwie, z miejsca wzbudzał uśmiech towarzystwa, sypnął dobrym żartem, zawsze miał coś ciekawego do powiedzenia, i którego przyjścia zwyczajnie się wyczekiwało. Każdy numer z udziałem Joki z miejsca lądował na odsłuchu, z tego powodu, że pojawiał się w nim właśnie Joka. Ciężko wyszukać na scenie rapera z podobnym, tak pozytywnym vibem i wzbudzającego radość swoimi zwrotkami. Potrafiącego w tak zaskakujący sposób poskładać rymy i dobrać słowa.

Dlatego też tak cieszył powrót Kalibra 44. Najpierw na scenę, w 2013 i pamiętny koncert na Openerze. Następnie z pełnym już, czwartym albumem. Nazwanym tak, jak pierwszy skład braci Marten, czyli „Ułamek Tarcia”. Płyta ta oraz następujące po premierze koncerty udowodniły, jakim międzypokoleniowym i łączącym subkultury tworem jest Kaliber 44. Album „Ułamek Tarcia” w ilości ponad 30 tysięcy zakupili młodsi i starsi słuchacze, fani rapu, ale również punka czy metalu. I wszyscy gremialnie zaczęli stawiać się na koncertach, które po latach ponownie wspólnie zaczęli grać Joka i Abradab. Na solowy album Joki nadal nie było perspektyw, ale być może na fenomen tego rapera składa się również to, że swój talent najczęściej pokazywał w towarzystwie innych twórców? Wyróżniał się na ich tle, zwyczajnie kolegów zostawiając z tyłu. Joka w towarzystwie bowiem, jak ten wspomniany powyżej, przykładowy kumpel, brylował. Przeważnie miał najlepsze teksty i prezentował je w doskonały sposób. Żal, że nie usłyszymy już nowego, jednak te, które nagrał sprawiają, że Joka z K44 pozostanie niezapomniany.

(Fot. główna – źródło: facebook.com/Kaliber44official)

Postaw mi kawę na buycoffee.to

PODOBNE ARTYKUŁY

NAJNOWSZE