Ile osób chciałoby rozbić łeb Malikowi Montanie?

Opublikowano: 19/12/2023
Autor: Bartłomiej Kmieciak
Zdjecie newsa

Kwestia odpowiedzialności za swoje słowa w rapie z biegiem lat odchodzi na coraz dalszy plan. Ba! Wydaje się wręcz, że zaczyna być ona dla obecnych raperów niewygodna i ograniczająca. Najłatwiej przecież popularność i zasięgi buduje się na dzieciakach, które często są podatne na treści o wątpliwej wartości moralnej. Doskonale wie o tym, np. Malik Montana, który jest jednym z najbardziej demoralizujących polską młodzież wykonawców. Czy na scenie powinno być miejsce dla takich ludzi?

Rap od zawsze był muzyką buntu i mocnych stanowisk, często podkreślanych wulgaryzmami czy brutalnymi opisami rzeczywistości. W znacznej jednak większości raperzy raczej ostrzegali przed niebezpieczeństwami życia na krawędzi i ukazywali zagrożenia z nim związane, niż zachęcali do wchodzenia w nie. Od jakiegoś czasu jednak tendencja ta niepokojąco się zmienia, a granica zostaje bezceremonialnie przekroczona.

Tajemnicą nie jest, że nie jesteśmy fanami głupiego rapu, co raczej widać po publikowanych przez nas treściach. Od czasu do czasu bywamy jednak na różnego rodzaju imprezach, gdzie słyszymy kawałki wykonawców, o których nigdy na naszym portalu nie przeczytacie, a przynajmniej nie w pozytywnym kontekście. Podczas jednego z wyjść mieliśmy okazję usłyszeć numer Malika Montany i Diho „Rose Moet”. Jeśli nie kojarzycie tego kawałka, co oczywiście dobrze o Was świadczy, uspokajamy, że nic nie tracicie – jest to standardowy, żenujący poziom GM2L. No może z jednym małym wyjątkiem. Chodzi o refren, który leci tak:

„Jeśli ktoś Cię wkurwia, no to rozjeb mu łeb, rozjeb mu łeb, rozjeb mu łeb,
Jeśli ktoś Cię wkurwia, no to rozjeb mu łeb, kosa pod żebro, cepa na łeb”

To, że Malik już od dawna demoralizuje młodzież, nie podlega jakiejkolwiek dyskusji. Skrajnie prostackie teksty o kobietach, gangsterskie opowieści, narkotyki i stawianie pieniądza jako wartości najwyższej. Czym innym jest jednak opowiadanie o tym wszystkim, a czym innym bezpośrednie namawianie do czynów, mających konsekwencje prawne. W tym przypadku mamy do czynienia ze zwyczajnym namawianiem słuchaczy do przestępstwa.

W klubie, w którym usłyszeliśmy „Rose Moet”, było mnóstwo nastolatków. Refren tego beznadziejnego kawałka wykrzykiwali z taką gorliwością, jakby zależało od tego ich życie. Każdy z nas był kiedyś w tym wieku i doskonale pamięta, że niekoniecznie imponują nam wtedy wartościowe postawy. Niech chociaż jeden z tych dzieciaków przypomni sobie słowa swojego 'idola’ w przypływie emocji i zrobi coś głupiego. Kto poniesie za to odpowiedzialność? Na pewno nie miś Maliś.

Oczywiście, możemy mówić, że rolą rodziców jest wychowanie i pilnowanie dzieci, ale bądźmy realistami. Obecnie życie towarzyskie i rozrywka przeniosły się w dużej mierze do sieci. Sieci, w której przecież króluje GM2L ze swoimi gigantycznymi zasięgami i, co za tym idzie, olbrzymim wpływem na młodzież. Rodzice musieliby posunąć się do niezdrowej wręcz kontroli swoich dzieci, żeby uchronić je przed wpływem tego typu toksycznych treści.

„Rose Moet” to numer sprzed 6 lat. To jednak on, kiedy usłyszeliśmy go niedawno, przelał czarę goryczy. Granica między promowaniem szkodliwych wzorców, a podżeganiem do przestępstwa, to granica, która nigdy nie powinna zostać przekroczona. Wolność słowa powinna kończyć się tam, gdzie zaczyna się bezpośrednie namawianie ludzi do zrobienia komuś realnej krzywdy.

Żeby samemu zainteresowanemu zobrazować szkodliwość jego tekstów (choć obiło nam się o uszy, że tekst do „Rose Moet”, tak samo jak do numeru „Rundki”, został napisany przez kogoś innego), zachęcamy do wyobrażenia sobie hipotetycznej sytuacji, w której nagle znajduje się twarzą w twarz z grupą ludzi, których, cytując go, wkurwia. Cudownym zbiegiem okoliczności, owa grupa recytuje „Rose Moet” bez zająknięcia nawet wybudzona w środku nocy. Albo niech wyobrazi sobie sytuację, w której jego syn w szkole wkurwia kolegów z klasy, a koledzy na blachę mają wyryty refren numeru z Diho. Co w tych sytuacjach powinni zrobić ludzie z nim i z jego synem?

Żeby była jasność – absolutnie nie namawiamy do agresji fizycznej wobec Malika czy jego bliskich. Stanowczo potępiamy jakiekolwiek akty przemocy fizycznej i właśnie dlatego powstał ten tekst. Przytoczony przykład ma jedynie za zadanie podziałać na wyobraźnię Malika i uzmysłowić mu, jakie konsekwencje może mieć to, co publikuje. Przy okazji, żeby wesprzeć proces myślowy nad sobą i toksycznością swojej twórczości, polecamy mu zapętlić numer Eldo „Odpowiedzialność”.

Na szczęście radosna twórczość Malika zaczyna coraz częściej spotykać się ze sprzeciwem, czego efektem są odwołane w tym roku koncerty wykonawcy w Lubinie, Łowiczu czy Poznaniu. Mamy nadzieję, że zjawisko to będzie miało tendencję wzrostową i w przyszłym roku blokada GM2L będzie jeszcze większa. Gorąco też wierzymy w to, że dosięgnie ona również Alberto, Josefa Bratana i każdego idiotę, który pierze mózgi dzieciakom.

Postaw mi kawę na buycoffee.to
Powiązane:
Najnowsze newsy:
Komentarze: